sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 3

Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Miałam usunąć bloga, ale postanowiłam, ze będę dalej pisać.
                                       
                                                          Rozdział 3

Obudziły mnie promienie słońca.Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że Gabriela już koło mnie nie ma.Wstałam i zeszłam na dół.Zbliżyłam się do Gabriela, siedzącego na kanapie.Mężczyzna oglądał  czarno-białe zdjęcia jakieś małej dziewczynki o lokowanych włosach. Gdy zauważył, że się przyglądał szybko zamknął album.
-Już wstałaś?-zapytał szybko.
-Jak widać.Kto jest na tych zdjęciach?
-To..to..,a z resztą to nie twoja sprawa.
-Spoko,jak chcesz. Co dzisiaj robimy?
-Chodzi ci w nocy?-zapytał, a ja popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem.-Chyba wiesz,że wampiry nie wchodzą na słońce?
-A,rzeczywiście. Mogą się spalić.
-Co?Oszalałaś? Oczywiście, że nie. Po prostu słońce nas osłabia.Nawet może doprowadzić do śmierci.
-To dla czego mi nic nie jest?
-Jesteś półwampirem, jesteś odporna na słońce.
-Aha...-uśmiechnęłam się. Dobrze wiedzieć..-pokiwałam lekko głową i poszłam na górę do łazienki.
Nie wiem dlaczego, ale ciężko było mi rozmawiać z Gabrysiem. Poszłam do łazienki,odświeżyłam się i ubrałam. Zeszłam na dół i zmierzałam w stronę drzwi wyjściowych . 
-Gdzie idziesz?-zapytał mężczyzna.
-Nie wiem,przejść się.
-Tylko,żeby cię niedźwiedź, znowu nie zaatakował-zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne-powiedziałam i wyszłam.
Dopiero teraz zauważyłam jaki las był piękny. Wielkie drzewa nie wydawały się straszne wręcz  zapraszały do wejścia.Było słonecznie, a trawa była świeżo-zielona Nagle przede mną pojawiła się ścieżka, po dwóch stronach wzdłuż drogi rosły piękne fioletowe kwiaty. Usłyszałam śpiew kobiety.Czułam jakbym kiedyś go słyszała,  był taki piękny i tajemniczy. Wołał moje imię. Bałam się, ale moja ciekawość wygrała. Poszłam po ścieżce jak zahipnotyzowana.Na końcu ścieżki rosły fioletowe róże.To stamtąd dochodził ten dźwięk.
-Halo,jest tu ktoś?-zawołam kilka razy, jednak nikt nie odpowiedział.
Popatrzył jeszcze raz na róże.Zaciekawiły mnie. Ostrożnie zerwałam największa z nich.Nagle zrobiło się ciemno.Drzewa stały się straszne, a wszystkie kwiaty zwiędły.Oprócz tego, którego trzymałam w dłoni. Nagle zaczął się palić więc wypuściłam go z dłoni.Róża zamieniła się w dziewczynę. Była cała ubrana na czarno i miała smoliste włosy, oraz krwisto czerwone oczy. Niedowierzając co zobaczyłam ,przetarłam oczy, a dziewczyna zniknęła.

Proszę, jeśli przeczytałeś/aś zostaw komentarz: 

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 2


Dobiegłam do jakiegoś lasu. Usiadłam pod drzewem i znowu zaczęłam płakać. I co teraz mam zrobić? Czy na prawdę jestem wampirem? Ale jak to się mogło stać? Z zamyślenia wyciągnął mnie jakiś szelest. Przestraszyłam się i wstałam.
-Kto tam jest?-zapytałam się i zaczęłam nerwowo cofać się do tyłu.
Nagle ktoś mnie złapał za rękę i kazał mi biec.Nie zastanawiając się posłuchałam. Gdy biegliśmy odwróciłam głowę do tyłu i zobaczyłam, że ktoś nas goni. Jakaś kobieta w kapturze i blady chłopak.Tak patrząc przewróciłam się i upadłam uderzając o duży kamień.Straciłam przytomność i zasnęłam. Obudziłam się w drewnianym pokoju. Nie było tam nic oprócz okna i kilku półek oraz łóżka.Nie był on przytulny, nie było żadnych ozdób, ani kolorów.
-Obudziłaś się już?- zapytał mężczyzna, który usiadł koło mnie na łóżku.
Teraz mogłam mu się przyjrzeć z bliska. Był przystojnym brunetem z czerwonymi oczami. Jego skóra była strasznie blada, a pod oczami miał fioletowe sińce.
-Ej słyszysz?
- Tak, słyszę.Ale mnie boli głowa-powiedziałam dotykając jej.
- Nie dziwie się. Wczoraj mocno się uderzyłaś.Pamiętasz?
-Tak powoli sobie przypominam. A kim ty w ogóle jesteś?
-Babcia ci nic nie powiedziała?
-A co miała powiedzieć?
-No to co tutaj robisz?
-YY...znalazłam karteczkę na której było napisane,,Uciekaj"...
-Nie ma twojej babci w domu?
-Nie...
-Pewnie ją porwali.
- Kto ją porwał?
-Później ci opowiem. Najpierw muszę ci co innego wytłumaczyć.
-Co?
- Już ci mówię. Jestem Gabriel i znałem twojego ojca...
-Jak to?
-Dasz mi opowiedzieć?
-No dobra opowiadaj.
- Twój ojciec był wampirem...
-Co? Jak to wampirem?-wstałam z łóżka i zaczęłam krzyczeć-Mój tata wampirem? Byłam okłamywana przez całe swoje życie i ...-mówiłam przez łzy.
-Twoja babcia chciała cie uchronić...
-Tak? Niby przed czym...
-Żebyś miała normalne życie...
-Tak, to nazywasz normalnym życiem?Nie wiem gdzie jestem, kim jestem, a ciebie praktycznie nie znam- zaczęłam jeszcze głośniej krzyczeć
-Byłem przyjacielem twojego ojca...
-A skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?
-Posłuchaj...
-Nie nie będę słuchać- wstałam i wyszłam.
- Gdzie idziesz?
- Tam , gdzie ciebie nie ma.
-Dobra jak chcesz. Pa!-powiedział i się uśmiechnął.
Dlaczego się śmieje, przecież był przyjacielem mojego ojca.Powinien się o mnie martwić, a nie śmiać się. Gy tak szłam do tyłu wpadłam na ogromnego niedźwiedzia. Zaczęłam uciekać przy tym krzycząc. Szybko dobiegłam do domu Gabrysia i od razu wpadłam do środka.
-Co tak szybko wróciłaś?-mówiąc śmiał się.
-Tam był... niedźwiedź i...
-Przestraszyłaś się niedźwiedzia? Przecież jesteś od niego o 10 razy silniejsza-mówił dalej się śmiejąc. 
-Ja się ...wcale nie ...przestraszyłam
-Nie? To dlaczego uciekałaś?
-No może trochę.
-Trochę?Darłaś się jak opętana.
-Wcale nie-powiedziałam , a on jeszcze bardziej się roześmiał.
- No dobra zostanę tu, opowiesz mi wszystko. Obiecuje że tym razem nie będę przerywać-powiedziałam.
Odświeżyłam się i usiedliśmy na łóżku w moim teraz pokoju.
-30 lat temu poznałem twojego ojca...
-Dobra, ale możemy...
-Obiecałaś.
-No dobra nic więcej już nie powiem.
-Więc jak już mówiłem 30 lat temu poznałem twojego ojca. Byłem już wtedy wampirem. Miałem na pieńku z jednym facetem, który chciał mnie zabić. Oczywiście też był wampirem, lecz twój tata mnie uratował, wtedy obiecałem sobie, że się mu odwdzięczę. Antek poznał twoją mamę, która niestety była człowiekiem. Dobrze to ukrywali, żeby się nie wydać, ponieważ wampiry mają jedno najważniejsze prawo.Nigdy nie możemy związać się z ludźmi. Twoja mama zaszła w ciąże. Umarła rodząc cię- w tej chwili przestałam opowiadać i spojrzał na mnie.
-Moja mama oddała życie za mnie-mówiłam przez łzy.
-Nie płacz-powiedział i spojrzałam na mnie czułym spojrzeniem.-Jutro ci ta opowiem.
-Nie!Mów teraz- odparłam łapiąc go za rękę.
- Dobrze. Twój tata został później zabity, a ja zaniosłem cię do twojej babci. Jesteś pół-wampirem.
Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie płacz proszę-powiedział i przytulił mnie do siebie.
Nawet nie wiedząc, kiedy zasnęłam.

Proszę, jeśli to przeczytałeś\aś  zostaw komentarz:



wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 1



Przygotowując się na swoja imprezę urodzinową myślałam o swoich rodzicach Antonim i Izabeli Kwiatkowskich, których nigdy nie poznałam. Zostało mi po nich tylko jedno zdjęcie, na którym są razem.
Widać,że byli razem szczęśliwi. Moja uśmiechnięta mama miała miodowe włosy i niebieskie oczy oraz oliwkową cerę. Tata był zielonookim mężczyzną o krótkich, kasztanowych włosach i bladej karnacji. Ciągle o nich myślałam. Jacy byli, czy dobrze byłoby mi z nimi rozmawiać? Niestety nigdy się tego nie dowiem. Mogę tylko o nich pomarzyć, śnić i rozmyślać. Ciągle pytam o nich moją babcie, lecz ona ucieka od rozmowy. Zdaje mi się, że coś więcej wie niż to, że zginęli w wypadku samochodowym. Z zamyślenia wyciągnęło mnie wejście do mojego pokoju przyjaciółek Luizy i Amandy.
-Cześć dziewczyny-powiedziałam.
-Hej Lena!-odpowiedziały razem.
-Co ty jeszcze nie ubrana?-zapytała Luiza.
-No wiesz...
-Ubieraj się i zaczynamy imprezę- powiedziała Luiza przerywając mi.
- No dobra.-powiedziałam i ubrałam się w niebieską sukienkę.
Już miałyśmy schodzić, gdy na lustrze pojawił się napis,,W nocy coś się wydarzy".
-Dziewczyny widzicie ten napis?-zapytałam i pokazałam palcem na zwierciadło.
-Nic nie widzę- powiedziała Amanda.
-Ja też. Pewnie ci się wydawało-odparła Luiza.
Nagle znikł ten napis i pojawił się nowy.
-Jak to nie widzicie? Teraz pojawił się nowy,,Fałszywa...
- Co fałszywe?-zapytała Amanda.
-Nie już nic. Jednak przewidziało mi się-odpowiedziałam.
-No to już chodźmy-powiedziała Luiza i zeszłyśmy na dół.
W salonie było mnóstwo tańczących ludzi.
-Wszystkiego najlepszego!-krzyknęli chórem.
-Myślałam, że będziemy tylko my i babcia-powiedziałam
-Ja też-odrzekła Amanda,
-No co wy nie umiecie się bawić?Chodźcie potańczymy-powiedziała Luiza.
To prawda, ja z Amandą nigdy zbytnio nie lubiłyśmy imprez. Zawsze swoje urodziny spędzałam z nią i z babcią. Ale w tym roku poznałyśmy Luizę najpopularniejszą dziewczynę w szkole. Wprowadziła się w tym roku i już wszyscy ją polubili, ale mimo to została naszą przyjaciółką.
-A gdzie babcia?- zapytałam.
-Śpi-odpowiedziała Luiza.
- Ona nigdy by nie zasnęła w takim hałasie.Pójdę sprawdzić.
-Nie marudź i chodź tańczyć- powiedziała Luiza i pociągnęła mnie za rękę.
Impreza była fajna, ale ciągle myślałam o tym napisie ,,Fałszywa przyjaciółka". Ale kto Eliza czy Amanda? Co ja myślę? Kto by to napisał, przecież czary nie istnieją ,chyba naprawdę mi się przewidziało. Po imprezie poszłam sprawdzić co z babcią. Naprawdę spała.Co było dziwne, bo w jej pokoju wszystko pewnie było słychać i przecież nigdy nie opuściła moich urodzin.Poszłam spać
W nocy poczułam silny ucisk w ręce. Była blada i bardzo bolała. Czułam jakby w moich żyłach płynęła trucizna. Złapałam za rękę, o dziwo była cała zimna. Zaczęło boleć w innych miejscach. Chciałam krzyczeć, lecz nie miałam siły. Chociaż moje ciało było lodowate, czułam ciepło. Było mi strasznie gorąco, jakbym się paliła. Myślałam, że zraz umrę z bólu. Dusząc się łzami spróbowałam wstać, lecz od razu upadłam na podłogę. Całą noc czułam te boleści. Rano ból zelżał. Chcąc się uspokoić usiadłam na krześle i otarłam łzy spływające jeszcze po moich policzkach. Gdy podniosłam wzrok zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Byłam bledsza niż zwykle, a moje zielonkawe oczy zmieniły kolor na krwistoczerwony.W pierwszej chwili pomyślałam, że jestem wampirem, ale przecież to niemożliwie. Takie istoty nie istnieją, a może jednak? Zeszłam strasznie szybko na dół, co również było dziwne.
-Babciu!- zaczęłam wołać, lecz nie odpowiedziała.
Powtórzyłam kilka razy, ale się nie odezwała. Zaczęłam jej szukać,lecz nalazłam tylko karteczkę przyklejoną do lodówki,a na niej jedno słowo,, Uciekaj!". W tej chwili pomyślałam czy to nie koszmar? Nie, to nie sen to moje życie. Nie było czasu zastanawiać się dlaczego mam uciekać. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy, obejrzałam się ostatni raz i wyszłam z domu.
Wyruszyłam w nieznane. Biegnąc i płacząc zła na cały świat.

Proszę, jeśli to przeczytałeś\aś  zostaw komentarz: